czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział trzeci


Zza drzwi apartamentu dochodziła głośna muzyka. Jednak i to nie było w stanie zagłuszyć toczącej się
w środku kłótni. Caroline ostrożnie uchyliła drzwi po czym powoli weszła do mieszkania. Zostawiła swoje rzeczy na szafce w holu i ruszyła do salonu skąd dochodziły podniesione głosy. Stojące tam osoby w ogóle nie przejęły się jej obecnością. Wysoki chłopak krzyczał coś do niższej od siebie dziewczyny co chwilę żywo gestykulując.
- Zamknij się – wrzasnęła ciemnowłosa uderzając go w policzek. Tamten warknął jeszcze jakieś wyzwisko
i wyszedł z apartamentu po drodze popychając Caroline na ścianę. Syknęła z bólu ale nic nie powiedziała.
- Ty jesteś Caroline? – zapytała tamta nie patrząc na młodą Iscariote. – Przykro mi, że byłaś świadkiem tego… Naszej kłótni.
- Nic się nie stało. Uderzył cię? – podeszła do niej. Ines popatrzyła na nią spod grzywki. Miała zaczerwieniony policzek. Caroline przytrzymała jej podbródek, kiedy chciała się odwrócić.
- Nic mi nie jest – rzuciła Ines wychodząc do łazienki. Louise pokręciła głową z politowaniem i usiadła na oparciu fotela. Po kilku minutach wróciła lokatorka.
- Długo już tu mieszkasz?
- Odką przyjechałam do Japonii. Czyli jakieś cztery lata – odpowiedziała wymijająco.
- Rozumiem. Nadal mi się wydaje, że skądś cię znam…
- Spotkałyśmy się dzisiaj w hotelu.
- Faktycznie. Że też cię nie skojarzyłam od razu! Ale jednak chyba znałyśmy się wcześniej, co, Ines? – zapytała biorąc nacisk na jej imię.
- Czy ja ci w czymś zawiniłam? – przyjęła postawę obronną. Zaczęła atakować, a takie zachowanie zawsze wzbudza podejrzenia.
- Nie. Chodzi mi tylko o to, że już się znamy – powiedziała spokojnie Caroline wyciągając paczkę papierosów. Zapaliła jednego i zaciągnęła się dymem. Po chwili odkaszlnęła i spojrzała uważnie na Ines. – Rzucam palenie. – mruknęła gasząc papierosa.
- A jeśli powiem, że się znamy to dasz mi wreszcie spokój – była już mocno poirytowana zachowaniem nowej. Nie podobało jej się to, że zaczęła się wtrącać w jej życie. Bardzo też nie leżało jej, że to właśnie Caroline będzie pracowała z Alice Nine. Sama wolałaby to robić ale ojciec jej nie pozwolił. Chciał zatrudnić profesjonalnego fotografa.
- Może – Caroline wzięła z holu torbę i gitarę po czym skierowała się do swojej sypialni. Zamknęła się w środku i wyciągnęła laptopa. Położyła go na biurku i podłączyła głośniki. Odpaliła sprzęt i włączyła muzykę. Właśnie leciała jej ulubiona piosenka „Shunakshuutou” Alice Nine. Mogła tego słuchać godzinami. Usłyszała ciche pukanie. Otworzyła drzwi i spojrzała na Ines chłodno.
- Przepraszam za moje zachowanie. To wszystko przez tego chłopaka – zaczęła wyjaśniać dziewczyna ze skruchą spuszczając głowę. Na ustach Louise pojawiło się coś, co można by nazwać uśmiechem satysfakcji po czym zamknęła drzwi bez słowa. Podgłosiła głośniki i rzuciła się na łóżko wsłuchując się w dźwięki „Burial Applicant” the GazettE. Wiedziała, że zachowała się perfidnie i chamsko ale teraz jej to nie obchodziło. Usiadła przed laptopem i zaczęła pisać maila do znajomej w Anglii. Musiała się pochwalić, że jest w Kraju Kwitnącej Wiśni. Godzinę później znudziło jej się wysłuchiwanie jaki to ten kraj nie jest wspaniały od koleżanki i brutalnie zakończyła rozmowę pisząc, że właśnie idzie na spotkanie z A9. Prychnęła widząc jak tamta zaczyna bombardować ją pytaniami na ich temat. Wylogowała się i usiadła wygodnie na krześle zakładając ręce za głowę i wpatrując się w okno.
- Ostatnie dzień wolności – mruknęła i sięgnęła do jednej z kieszeni torby. Wyciągnęła małe pudełeczko
w kolorze czarnym. Weszła do łazienki i wypakowała zawartość tajemniczego pudełka. W przeźroczystym woreczku widniał biały proszek. Po kilku minutach specyficznej procedury wbiła sobie igłę w przedramię odchylając z ulgą głowę do tyłu. Lekko ją zamroczyło po czym schowała cały sprzęt. Wyszła z łazienki i położyła się na łóżku. Znów świat był przerażająco piękny…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz