czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział szósty


Trzy godziny później siedziała w kawiarni niedaleko swojego mieszkania popijając herbatę i rozmyślając nad wydarzeniami dzisiejszego dnia. Mieszała bezmyślnie łyżeczką w filiżance wpatrując się w okno. W pewnym momencie ktoś się do niej dosiadł. Spojrzała przed siebie i zamarła. Tora zdjął ciemne okulary i uśmiechnął się pogodnie.
- Co tu robisz? – zapytała zaskoczona.
- Wpadłem na herbatę, a co innego? – zerknął na kilka toreb leżących przy jej krześle. – No, nieźle. Zapewne długo chodziłaś za tyloma rzeczami, co?
- Na siłę próbujesz podtrzymać rozmowę, co? – powiedziała uśmiechając się złośliwie.
- Jesteś niemiła wiesz? Ja tu kulturalnie próbuję nawiązać konwersację, a ty się tak zachowujesz… - prychnęła wstając od stolika. Wzięła torby z zakupami i ruszyła do wyjścia pozostawiając nietkniętą herbatę. Mężczyzna poszedł za nią.
- Będziesz tak za mną szedł jak jakiś psychopata? – zapytała odwracając się do niego przodem. Czarnowłosy rozejrzał się dookoła i wciągnął ją w boczną uliczkę. Krzyknęła cicho i opuściła torby, kiedy przygwoździł ją do ściany. Nachylił się i pocałował ją delikatnie w usta. Tego się nie spodziewała. Po kilku sekundach odsunął się od niej i odszedł z uśmiechem zakładając z powrotem okulary. Stała tak jak ją zostawił mocno zdezorientowana. Wzięła torby i wróciła do mieszkania. Ze zdenerwowania nie mogła trafić kluczem w zamek. Kiedy jej się to wreszcie udało weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi opierając się o nie plecami. Usiadła na podłodze. Nagle poczuła wibracje telefonu w kieszeni spodni. Wyjęła Motorolę i otworzyła klapkę. Na wyświetlaczu pojawiła się nowa wiadomość. Numer nieznany.
- Co jest? – zapytała samą siebie i przeczytała smsa. Dzięki za pocałunek. Zatrząsnęła się ze wściekłości. Zachował się jak ostatni drań. Po kilku sekundach dostała następną wiadomość: Było miło. Ręce jej drżały kiedy rzuciła torby na fotel i weszła do łazienki. Ściągnęła z siebie ciuchy i weszła pod prysznic. Zimna woda działa na nią uspokajająco. Odetchnęła i pozwoliła, aby strumień obmywał jej ciało ze zmęczenie. Piętnaście minut później wyszła z łazienki w krótkim białym szlafroku wycierając włosy puszystym ręcznikiem. Włączyła laptopa i czekając aż uruchomi się program sprzątnęła trochę ciuchów z podłogi. Sprawdziła pocztę, dostała tylko jednego maila, od Niny. Przeczytała go szybko i uznała, że nie warto odpisywać. Poczeka aż będzie miała co opowiadać z pobytu tutaj, wtedy napisze. Nie chciała wspominać o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Wciąż nie wiedziała, o co mogło gitarzyście chodzić. Ale przynajmniej mogła sobie teraz zapisać jego numer. Tora podobał jej się odkąd tylko poznała Alice Nine. Kiedyś był taki moment, że wyobrażała sobie, że są razem, że mu się podoba, że planują wspólną przyszłość. Później dała się pochłonąć swojej pasji, i pracy zarazem, i nie miała czasu myśleć o takich głupotach. Lata później śmiała się z tego, jaka była naiwna i zakochana. Zakochana w kimś, kogo nigdy nawet na żywo nie spotkała. Przestała sobie zaprzątać głowę idolami, skupiła się na pracy i osiągnięciu czegoś w życiu, aby utrzeć matce nos, zrobić jej na złość, że bez jej pomocy potrafiła do czegoś dojść, być kimś. Może dlatego była tak wściekła na gitarzystę. Bo pozbyła się już takich dziecinnych marzeń i starała się żyć jak dorosła. Postanowiła, że będzie musiała sobie uciąć z nim poważną rozmowę na ten temat. Ale dopiero za kilka dni, powiedziała do siebie w myślach i zaczęła jednak pisać wiadomość do przyjaciółki.

- Naprawdę to zrobiłeś? Jak mogłeś? – zapytał ze złością Nao, patrząc gitarzyście w oczy. Mimo późnego popołudnia wokalista zorganizował małe spotkanie. Chciał omówić plany na najbliższe kilka miesięcy. Później wyszli na piwo do ich ulubionej knajpy. Spędzali tam sporo czasu po próbach i nagraniach. Lubili się w ten sposób odprężać po ciężkiej pracy. Hiroto i Shou zebrali się jednak około dwudziestej, chcąc się wyspać. Mieli kilka dni wolnego. Dopiero w piątek mieli sesję i wywiad do pewnego magazynu. Został tylko perkusista, basista i drugi gitarzysta. Wszyscy byli już nieco podchmieleni i w miarę wesołych nastrojach, skłonni do niebywałej szczerości i rozmów o życiu. Saga siedział jak na razie cicho podczas ich rozmowy o nowej pani fotograf. Nie chciał się wtrącać, widząc, że Nao zrobił się nerwowy, gdy Tora przyznał się, że dziewczyna mu się podoba. A już naprawdę mocno się uniósł, gdy Tygrys powiedział, że ją pocałował. – Znamy ją kilka dni, a ty już próbujesz jej się wpakować do łóżka!
- Spokojnie, przecież i tak nie mam konkurencji. Bo nie powiesz mi, że ty, największy odludek w zespole, chciałbyś się wokół niej zakręcić – zaśmiał się gitarzysta i dopił piwo ze szklanki.
- Tora, przystopuj z tym piwem, nikt cię do domu odwoził nie będzie – mruknął Saga, powstrzymując przyjaciela przed zamówieniem kolejnego piwa. – Tym bardziej nikt cię nie odprowadzi, bo ja już wychodzę – dodał, wstając ze swojego miejsca i zakładając kurtkę. – Trzymaj się, Nao. Widzimy się w piątek. – Nie pożegnał się z gitarzystą. Nie odzywał się, ale to nie znaczyło, że popierał zachowanie kolegi. Sam poczuł pewną niechęć do jego szybkiego zachowania wobec Caroline.
- Nawet jeśli, to na pewno nie powiedziałbym tobie. Zrobiłbyś wszystko, żeby ją przelecieć i powiadomić o tym całą wytwórnię, byleby nikt inny się nią nie zainteresował – prychnął perkusista, biorąc przykład z Sagi i także wstając. – Czasem zachowujesz się jak napalony nastolatek, który chce zaliczyć wszystko, co ma cycki. Baw się dobrze – mruknął na odchodne i wyszedł z baru. Co najlepsze, z premedytacją zostawiając Torę z nieuregulowanym rachunkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz