czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział siódmy

- Hej, Ines - zaczęła niepewnie Caroline, mieszając łyżeczką kawę w kubku. Ciemnowłosa spojrzała na nią znad laptopa, zdejmując okulary. Właśnie pracowała nad ciężkim fragmentem dokumentu, który miała przetłumaczyć.
- Czego chcesz? - zapytała oschłym tonem, spoglądając znów w ekran. - Deadline mi się zbliża, nie mam czasu na pogawędki o niczym.
- Przepraszam - odparła ze skruchą. Odkąd tylko się pojawiła nie za dobrze im się układało, a od kilku dni panowała między nimi naprawdę napięta atmosfera. Ines nie podobało się, że to Caroline pracuje z nimi. Choć sama niewiele miała wspólnego z profesjonalną fotografią. Częściej stała po drugiej stronie obiektywu. - Chciałam po prostu przeprosić. Wiem, że nie układa nam się za dobrze. Myślałam, że możemy jakoś to naprawić. Ale chyba za bardzo mnie nie lubisz. - Westchnęła ciężko i wstała od stołu, aby dłużej już jej nie przeszkadzać. Miała zamiar zamknąć się w pokoju i popracować na zdjęciami, skoro dziewczyna tak bardzo miała jej dosyć, że nie potrafiła nawet uprzejmie się odezwać.
- Poczekaj, masz rację. - Dziewczyna zamknęła laptopa i spojrzała na nią. - Nie byłam wobec ciebie w porządku, a w końcu nie jesteś taka zła. Siadaj, pogadajmy. Aż tak mało czasu nie mam.
Caroline wróciła na swoje miejsce i upiła kilka łyków gorącego napoju.
- Wiem, że nie bardzo ci odpowiada, że pracuję z Alice Nine. Twój ojciec mnie o tym poinformował.
- Och, on zawsze robi coś, co wyprowadza mnie z równowagi. Niekoniecznie świadomie, ale ulokowanie cię tutaj było perfidne - mruknęła Ines, masując palcami nasadę nosa. Była zmęczona pracą, a ciągłe zgrzyty między nimi nie poprawiały jej samopoczucia. - Uwielbiam ich muzykę, miałam okazję się z nimi spotkać kilka razy, w końcu tato z nimi pracuje, musiało to kiedyś nastąpić. Są naprawdę sympatyczni, a Shou... Shou jest wyjątkowy. Cała reszta traktowała mnie jak po prostu córkę ich menadżera, kulturalnie ale nie byli zbyt wylewni. A on zachowywał się zupełnie na luzie, rozmawiał ze mną, dowcipkował, był bardzo miły.
- Nie każdy z nich jest taki sympatyczny, Tora na przykład. - Caroline uśmiechnęła się nieznacznie. Po raz pierwszy od jej przyjazdu rozmawiały normalnie. Chciała to wykorzystać i podpytać ją o przeszłość. Miała wrażenie, że znają się znacznie dłużej niż te kilkanaście dni, ale Ines unikała tego tematu jak ognia. - Słuchaj, jest coś, o co chciałam zapytać. Nie obrażaj się, nie denerwuj, to tylko pytanie. Po prostu jedna sprawa nie daje mi spokoju. Mieszkałaś przed długi czas w Londynie, prawda? - Kiedy ciemnowłosa skinęła głową, blondynka postanowiła kontynuować. Gorzej już przecież być nie mogło. - Nie chcę być niemiła, naprawdę, ale jestem prawie na sto procent pewna, że znałyśmy się wtedy, ba! że nawet chodziłyśmy razem do szkoły.
Roberts odetchnęła głęboko, przymykając na chwilę oczy.
- Dłużej już chyba nie mogę tego ciągnąć. Pamiętam cię. Ciebie, Ninę, Harry'ego... Całą resztę także.
- Dlaczego przez tyle czasu udawałaś, że się nie znamy? - zapytała Caroline po czym zagryzła dolną wargę. Musiała to wiedzieć, już i tak zbyt długo zwlekała z tą rozmową. - Nic dla ciebie nie znaczą lata przyjaźni?
- Byliśmy dzieciakami! Po tym jak Harry rzucił mnie na początku szkoły średniej dla tej... durnej, pustej jędzy... O niczym innym nie marzyłam jak wyjechać i zapomnieć. - Uspokoiła się nieco. Wspomnienia jej największej, nastoletniej miłości wróciły jak bumerang, z tą różnicą, że bardzo niechciane i bardzo niespodziewanie.
- Ale co z resztą naszej paczki? Harry i tak wyjechał w drugim semestrze do Sheffield. Nie miałaś z nim w ogóle kontaktu odkąd z tobą zerwał.
- Nie było tak łatwo wyrzucić go z pamięci, planowaliśmy wspólną przyszłość. Mieliśmy razem jechać na studia, wynająć mieszkanie... - W oczach Ines stanęły łzy. Przez wiele lat nie myślała o chłopaku, o przyjaciółkach, a teraz znów musiała. Bo jej ojciec z premedytacją postanowił je umieścić razem w mieszkaniu.
- Myślę, że twój ojciec nie pamiętał o tym, gdy kazał mi się tu wprowadzić - przerwała jej Iscariote. Domyślała się, jakie to musiało być dla niej ciężkie mieszkać razem z nią, gdy próbowała wymazać ich z pamięci. - Harry nie jest powodem, dla którego warto porzucać przyjaciół. Uwierz mi, nie tylko tobie było trudno. Po tym, jak zaczęłaś się od nas odsuwać i po wyjeździe Harry'ego mi także nie było łatwo. Pod koniec szkoły nasza paczka zupełnie się rozleciała, pamiętasz? Nina skończyła wcześniej i wyjechała na studia, już w drugiej klasie nasza sytuacja nie była najlepsza. Później było już tylko gorzej, straciliśmy kontakt, ty przyjechałaś tutaj z ojcem, ja zamieszkałam z Niną, Laura wróciła do Polski...
- Było ci łatwiej, miałaś Ninę. Zawsze było wam łatwiej, wasi rodzice się przyjaźnią więc miałyście stały kontakt, a ja? Ja zostałam po wszystkim sama. Jeszcze ta durna decyzja ojca o wyjeździe do Japonii!
- Mogłaś utrzymywać z nami kontakt. Pisać, dzwonić. Zmieniłaś numer, mejla, a na portalach społecznościowych nie odpisywałaś. Nic dziwnego, że i my postawiłyśmy na tobie krzyżyk. Nie spodziewałam się, że James to twój ojciec, kiedy podpisywałam umowę, choć nazwisko mogło mi dać do myślenia. - Dopiła kawę i odstawiła pusty kubek do zlewu. - Gdybym wiedziała, poprosiłabym, żeby pomógł mi znaleźć inne mieszkanie albo pokój.
- Roberts to dosyć popularne nazwisko. Poza tym, nie mogłaś tego przewidzieć, żadne znaki na ziemi czy niebie na to nie wskazywały. - Ines spojrzała z wyraźną niechęcią na laptopa. - Chyba na dzisiaj skończę pracę, muszę się przespać.
- Ładna zmiana tematu - parsknęła cicho śmiechem Caroline. - Wrócimy do tej rozmowy, mamy dużo do nadrobienia. Ale naprawdę powinnaś się przespać, wyglądasz koszmarnie.
- Dzięki - mruknęła szatynka, zabierając laptopa i notatki ze stołu. - Jak zawsze jesteś szczera. - Posłała jej jednak ciepły uśmiech. Pierwszy tak przyjazny i czuły. - Porozmawiamy jutro. Dobranoc.
- Dobranoc. - Odprowadziła przyjaciółkę wzrokiem do jej pokoju. Nie spodziewała się, że ta rozmowa będzie tak spokojna i pójdzie tak gładko. Westchnęła wstając z krzesła i idąc do swojego pokoju. Spojrzała na laptopa i pokręciła głową z rezygnacją. - Praca jutro, dzisiaj relaks. - Położyła się w ubraniu na łóżku i przymknęła oczy. Zmorzyła ją nagła senność, a cały stres, jaki zbierał się w niej od kilku dni nagle odpłynął. Wyjaśniła sobie wszystko z Ines, mogła znów nazywać ją swoją przyjaciółką i miała przynajmniej z kim po ludzku porozmawiać. Bo o chłopakach z Alice Nine nie mogła tego powiedzieć. Czekała ją jeszcze tylko rozmowa z Torą o wczorajszym zajściu i będzie miała nareszcie święty spokój.
Nigdy się bardziej nie myliła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz