czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział drugi


Podobało mu się to, że tak działał na kobiety. Szczególnie na te ładne. A Caroline nie należała do brzydkich. Wręcz przeciwnie. Ciemno-blond włosy miała mocno wycieniowane, a dwa dłuższe kosmyki w kolorze różowym opadały swobodnie na ramiona. Jasne, niebieskie oczy otoczone ciemnymi, długimi rzęsami, mały nosek i ładnie wykrojone usta. Do tego zgrabna sylwetka, a choć była niewysoka nadrabiała oryginalnością i urodą. Miała perfekcyjnie zrobiony makijaż w stylu Visual kei. Ubranie także były odpowiednio dobrane. Kolejnym plusem było to, że obok niej leżała gitara w czarnym pokrowcu. Większość dziewczyn zapewne by zemdlała widząc go, a gdyby się do jakiejś fanki odezwał… Szał wśród publiczności. Ona traktowała go jak gwiazdę acz
z dystansem. Patrzyła na niego chłodno, a w jej spojrzeniu nie dostrzegł żadnych emocji. Jeśli jej się podobał to umiała to bardzo dobrze ukryć. I to go intrygowało.

Na miejsce spotkania dojechali z kilkuminutowym opóźnieniem. Wszystko przez korki na drodze. Dopiero teraz Tokio zaczęła ją lekko przerażać. Nie wyobrażała sobie tego wszystkiego tak dokładnie. Ten hałas, dzielnice tętniące życiem o każdej porze. Wzdrygnęła się mimowolnie. Mężczyzna zauważył to ale milczał. Kiedy dotarli do apartamentu, w którym mieszkał menager Alice Nine gitarzysta otworzył przed nią drzwi i odprowadził ją do środka.
- Pokój numer 324 – rzucił i wyszedł. Patrzyła za nim dopóki nie wsiadł z powrotem do limuzyny. Westchnęła głęboko i wsiadła do windy. Z zamyśleniem oparła się o jedną ze ścian. Nigdy nie lubiła jeździć windą. Cierpiała na lęk przed ciasnymi pomieszczeniami. Próbowała się przemóc ale kiedy dotarła na drugie piętro wcisnęła guzik, aby drzwi otworzyły się i wysiadła oddychając głęboko. Oparła się o ścianę i odchyliła głowę do tyłu starając się uspokoić. Zaklęła po raz kolejny tego dnia. Ktoś dotknął jej ramienia.
- Może w czymś pomóc? – zapytała ciemnowłosa dziewczyna. Stanowczo nie była japonką. Na dodatek także wyglądała dość nietypowo. Choć w tym kraju to było zupełnie normalne. Końcówki włosów miała zafarbowane na blond. Mocny makijaż i czarne ciuchy. Uśmiechała się niepewnie.
- Nie, nie trzeba – mruknęła Caroline przyglądając się jej uważnie. W tej twarzy było coś znajomego. Jeszcze ten styl… Dziewczyna wzruszyła ramionami i odwróciła się z zamiarem odejścia. Tym razem to Caroline ją zatrzymała. – Zaczekaj… Czy my się skądś nie znamy?
- Nie, raczej nie – odpowiedziała zmieszana.
- Przepraszam, musiałam cię z kimś pomylić – rzuciła Louise i weszła po schodach. Tak jest o wiele lepiej, pomyślała kiedy stanęła przed drzwiami pokoju menagera Alice Nine. Zapukała i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. Mężczyzna siedział w salonie przed otwartym laptopem i rozmawiał przez telefon. Kiedy stanęła w progu urwał i rozłączył się. Wstał i nakazał jej gestem, aby podeszła.
- James Roberts, miło mi. Ty to zapewne Caroline Iscariote? – i nie czekając aż coś powie uścisnął jej krótko dłoń po czym przeszedł od razy do konkretów. Wyjaśnił dziewczynie na czym polegać będzie praca i podał jej kontrakt oraz kwotę wynagrodzenia. Bez wahania złożyła podpis na podsuniętej kartce. Teraz już nie mogę się wycofać, przemknęło jej przez myśl i uśmiechnęła się. James podał jej karteczkę w adresem i numer swojej komórki.
- Tam będziesz mieszkać przez czas pobytu w Japonii. Wszystko jest z góry opłacone. Gdybyś czegoś potrzebowała dzwoń. Jeśli ci to nie przeszkadza, mieszkasz w apartamencie z moją córką, Ines.
- Nie, nie będzie mi przeszkadzało. Dziękuję – odpowiedziała i wyszła. Kiedy opuściła mieszkanie oparła się plecami o ścianę zagryzając wargi, aby nie zacząć krzyczeć ze szczęścia. Właśnie spełniały się jej marzenia. Była w Japonii i na dodatek miała pracować z Alice Nine.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz