czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział czwarty


- I jak ci się żyje z nową współlokatorką? – zapytał z uśmiechem James siadając przed córką w salonie jej mieszkania.
- Źle! – warknęła zrywając się z fotela i zaczęła krążyć po pokoju.
- Jak to? – zapytał mocno zaskoczony odpowiedzią Ines.
- Jest wredna i perfidna! Zachowuje się jakby to było jej mieszkanie. Na dodatek nie obchodzi jej nic poza gitarą, laptopem i aparatem!
- Przecież i tak całe dnie będzie spędzała z Alice Nine. Musisz ścierpieć ją tylko w nocy! Czy to tak dużo?!
- Właśnie! Z nimi! Myślisz, że jak bym się z nią nie zamieniła miejscami?
- Ona jest profesjonalnym fotografem! Ty chciałaś zostać tłumaczem…
- Zawsze jest tak samo! Nigdy nie dajesz mi szansy stanięcia po drugiej stronie obiektywu! – krzyknęła
i pobiegła do pokoju trzaskając drzwiami z całej siły.
- Co to za hałas…? – w progu drugiej sypialni stanęła blada Caroline. Wyglądała na skrajnie wykończoną. Przetarła oczy rozmazując sobie przy tym makijaż.
- Nie wyglądasz dobrze. Może zadzwonić po lekarza?
- Czasami dorosłe kobiety zachowują się jak nastolatki – mruknęła ignorując jego pytanie i wróciła do środka. Mężczyzna pokręcił głową ze zrezygnowaniem, po czym westchnął ciężko i opuścił apartament. Obie były dorosłe, w tym samym wieku… A tak się od siebie różniły. Jedna zachowywała się jak szesnastolatka, a druga była tajemnicza i poważna. Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet, pomyślał.
 
- Cholera jasna – zaklęła Caroline. Ostatnio przeklinanie weszło jej w nawyk. Robiła to bardzo często. Oczywiście zwykle mając konkretny powód. – Gdzie jest ten pieprzony statyw?! – krzyknęła wywalając całą zawartość szafy na podłogę, gdzie leżała już spora część jej ubrań pospiesznie wyrzucony z garderoby. Ze złością zatrzasnęła drzwi szafy i usiadła na fotelu wplatając palce we włosy w akcie krańcowej desperacji. Za godzinę miała się spotkać z menadżerem Alice Nine i razem mieli pojechać na sesję zdjęciową. Jeszcze była w rozsypce. Nie ubrana, nie uczesana, a co dopiero makijaż. Na dodatek zapodziała statyw aparatu. Po chwili, gdy już się uspokoiła uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Pod łóżkiem – szepnęła i wyciągnęła stamtąd statyw. Odetchnęła z ulgą i zapakowała cały sprzęt do czarnej torby. Wśród sterty ciuchów odnalazła czarne rurki, trampki, szarą bluzkę i białą skórzaną kurtkę. Ubrała to na siebie błyskawicznie i wpadła jak burza do łazienki. Zrobiła szybko makijaż i ułożyła jako tako włosy. Chwyciła torbę i wyszła z sypialni zamykając ją na klucz. W apartamencie panowała cisza co oznaczała, że Ines jeszcze śpi. Caroline była z tego powodu zadowolona. Przynajmniej nie musiałaby wysłuchiwać narzekań dziewczyny na to, że pracuje z Alice Nine. Przed apartamentowcem czekał już James Roberts. Jak zawsze elegancko ubrany. Uśmiechnął się do dziewczyny w ogóle nie zawracając sobie głowy tym, że wczoraj wyglądała jak śmierć. Mieli pół godziny dlatego nie jechał zbyt szybko.
- Jak ci się mieszka z Ines? – postanowiła poznać opinię Caroline. Może jego córka przesadzała…?
- Nie jest tak źle. Nie wchodzimy sobie w drogę – odpowiedziała wymijająco patrząc na drogę. Myślami błądziła zupełnie gdzie indziej. Zastanawiała się jacy chłopcy są prywatnie. Nie mogła się doczekać spotkania ale też
i bała się go trochę.
- Denerwujesz się? – mimowolnie skinęła głową. – Nie musisz. Są naprawdę bardzo sympatyczni.
Uśmiechnął się do niej pocieszająco na co ona odpowiedziała tym samym chociaż nadal była blada, a dłonie jej drżały kiedy wysiadała z samochodu przed dużym budynkiem. Weszli po schodach na drugie piętro skąd dochodziła gwar rozmów tłumu ludzi. Makijażyści i fryzjerzy mijali się na korytarzu co chwilę znikając
w którymś z pomieszczeń. James zaprowadził ją do obszernej sali, gdzie ustawione już były dekoracje. Rozstawiła swój sprzęt i sprawdziła oświetlenie. Wszystko było w idealnym porządku. Nie musiała się więc za bardzo wysilać. Po kilkunastu minutach pięciu chłopaków weszło na salę i zaczęła się sesja. Caroline całkowicie zapomniała o strachu i zdenerwowaniu. Po tej stronie obiektywu czuła się pewnie i bezpiecznie. Była spokojna, że nie musi stać z tamtej strony. Wreszcie była w swoim świecie. Naprawdę kochała robić to czym się zajmowała. A gdy jeszcze miała okazję fotografować kogoś, kogo uwielbia… Była w siódmym wręcz niebie. Po godzinie zarządzono przerwę. Caroline wyciągnęła laptopa i usiadła na podłodze. Przejrzała wszystkie zdjęcia, które do tej pory zrobiła. Uznała, że nie trzeba będzie ich powtarzać i z niejaką ulgą rozejrzała się po pomieszczeniu. Zespół siedział na krzesłach w drugim końcu sali. Tora czasami zerkał na dziewczynę ale ona
w ogóle się tym nie przejmowała. Jak gdyby nigdy nic popijała sok z butelki patrząc to na chłopaków, to na swój sprzęt. Kolejne dwie godziny później nareszcie skończyli. Caroline odetchnęła głęboko. To była męcząca praca acz dawała wiele satysfakcji. Otarła czoło rękawem bluzki i z wdzięcznością przyjęła butelkę zimnej wody od… Właśnie. Kiedy wypiła połowę zawartości spojrzała na swoje wybawiciela i zakrztusiła się. Kaszląc próbowała w ogóle na niego nie patrzeć. Nabrała głęboko powietrza i spojrzała na Torę na nowo przybierając nieodgadniony wyraz twarzy. Odkaszlnęła jeszcze kilak razy. Po chwili dołączył do nich Shou i reszta zespołu. Najwidoczniej menadżer powiedział im, aby się grzecznie przedstawili nowej pani fotograf.
- Sakamoto Takashi – Saga ucałował wierzch jej dłoni na co ona zrobiła bardzo zdezorientowaną minę ale po sekundzie zreflektowała się.
- Miło mi, Caroline Iscariote – powiedziała uśmiechając się delikatnie ale w jej oczach nadal nie było żadnych emocji.
- Kohara Kazamasa – powiedziała blondyn po czym przedstawił resztę zespołu. Kiedy rozmowa miała się rozkręcić podszedł do nich James i położył dłoń na ramieniu Caroline. Zorientował się jak bardzo dziewczyna jest zmieszana i zawstydzona wiec wkroczył do akcji, aby uratować ją przed kompromitacją.
- Caroline na pewno jest zmęczona. Odwiozę ją już do domu. Jeśli chcecie sobie porozmawiać to umówmy się na obiad – powiedział patrząc wyczekująco na chłopaków. Shou skinął z uśmiechem głową. Po kilku minutach wspólnego dogadywania się postanowili zjeść razem obiad, jutro o 14:00 w eleganckiej restauracji w centrum. Właściwie… Caroline nie miała na to żadnego wpływu. Na dodatek Tora zaoferował się, że po nią przyjedzie, ponieważ pan Roberts musiałby nadkładać drogi. Mogę czuć się mocno wkopana, pomyślała z rezygnacją kiwając głową na znak zgody.
- To świetnie. Caroline, zbierz swój sprzęt i za dziesięć minut spotkajmy się przy wyjściu – powiedział z radością i odszedł załatwić formalności. Caroline stała chwilę przed chłopakami po czym w milczeniu zebrała aparaturę i schowała do torby. Pożegnała się z nimi i szybko odeszła. Kiedy stała przed budynkiem uświadomiła sobie, że zapomniała laptopa. Odwróciła się napięcie z zamiarem powrotu i… wpadła na Nao. Trzymał w rękach jej laptopa uśmiechając się pogodnie.
- Zapomniałaś czegoś – powiedział oddając dziewczynie jej własność.
- Dziękuję bardzo. Nie wiem co bym bez niego zrobiła – powiedziała z ulgą trzymając swoje „dziecko”. Miała tam wszystkie zdjęcia i informacje. Laptop zawierał prawie całe jej życie.
- To do zobaczenia jutro – powiedział wesoło i wrócił do środka. Miał rację, są naprawdę mili, pomyślała czekając na Jamesa. Po chwili przyszedł i przepraszając ją za to, że musiała tak długo czekać odjechali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz